![]() Można przyznać odszkodowanie bez wcześniejszego orzeczenia o błędzie lekarza Wrocławski sąd nakazał szpitalowi wypłacenie odszkodowania za śmierć pacjentki, choć wcześniej nie orzeczono winy żadnego lekarza. To w Polsce precedens.
Klinika położnicza przy ulicy Dyrekcyjnej ma zapłacić odszkodowanie rodzinie Iwony B., która zmarła podczas porodu dziesięć lat temu - zdecydował w czwartek wrocławski sąd okręgowy. Uznał tym samym odpowiedzialność szpitala, choć wcześniej prokurator nie stwierdził winy żadnego lekarza i umorzył postępowanie. Sąd przyznał 258 tys. zł odszkodowania i zadośćuczynienia oraz 500 zł miesięcznie renty dziesięcioletniemu synowi Iwony B., a jej mężowi Wojciechowi 50 tys. zł odszkodowania. W lipcu 1999 roku 27-letnia Iwona B. w ósmym miesiącu ciąży dostała skurczy i została przewieziona do kliniki przy Dyrekcyjnej. Po chwili od podania znieczulenia zewnątrzoponowego do cesarskiego cięcia serce rodzącej przestało bić. Nastąpiło niedotlenienie mózgu i kobieta zapadła w śpiączkę. Zmarła w szpitalu 31 lipca. Rodzina Iwony B. złożyła doniesienie w prokuraturze i do rzecznika dyscyplinarnego izby lekarskiej. Śledztwo ślimaczyło się i zdeterminowana rodzina zwróciła się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Trzy lata temu Trybunał orzekł, że naruszony został drugi artykuł Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, czyli prawo do wyjaśnienia przyczyn śmierci - państwo powinno bowiem poprowadzić efektywne śledztwo, gdy istnieje domniemanie odpowiedzialności państwa (w tym przypadku - szpitala). A to śledztwo trwało ponad sześć lat i było nieefektywne, choć w jego trakcie powołano aż trzy zespoły biegłych. Nie byli oni w stanie określić, dlaczego kobieta zmarła. M.in. dlatego, że nieprawidłowo przeprowadzono sekcję zwłok. Trybunał przyznał rodzinie Iwony B. 20 tys. euro odszkodowania. Tymczasem rzecznik odpowiedzialności zawodowej izby lekarskiej w Poznaniu ustalił, że anestezjolog znieczulająca pacjentkę popełniła kilka uchybień. Najprawdopodobniej wkłuła się i podała lek znieczulający w niewłaściwe miejsce. Lek zadziałał z tak wielką siłą, że wyłączył ośrodki odpowiedzialne m.in. za krążenie i oddychanie. Rzecznik złożył wniosek o ukaranie lekarki, ale sprawa się przedawniła. Rodzina Iwony B. złożyła w sądzie pozew o odszkodowanie i zadośćuczynienie. Szpital bronił się, że był to nieszczęśliwy wypadek medyczny i nie zawinił żaden z pracowników. Powołano kolejnych biegłych, którzy także stwierdzili, że nie są w stanie jednoznacznie określić przyczyny śmierci kobiety. Jednak w czwartek wrocławski sąd uznał odpowiedzialność szpitala. Sędzia Jolanta Burdukiewicz-Krawczyk uzasadniając wyrok, mówiła, że nie jest to sprawa oczywista i jednoznaczna. I że biegli w swojej opinii stwierdzili, że uchybienia anestezjolożki nie mogły być jedynym powodem śmierci Iwony B., ale również nie wykluczyli, że mogły się do niej przyczynić. - Na pewno będziemy apelować - powiedziała nam pełnomocniczka ubezpieczyciela szpitala Katarzyna Lewandowska. Ze strony szpitala nie było nikogo. Nie przyszedł też mąż zmarłej. Jego adwokat mecenas Bogdana Słupska-Uczkiewicz: - To bardzo ważny wyrok, gdyż sąd uznał zasadę, że można przyznać odszkodowanie bez wcześniejszego orzeczenia o błędzie lekarza. Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław
Poleć znajomemu artykuł |

|
© 2003-2005 Wszelkie prawa zastrzeżone przez GCPpl
Activeweb Medical Solutions | Nota prawna i kodeks etyczny |